wtorek, 30 czerwca 2009

kraj pasztetu i pomidora ;-))

SMS od dziecka (które przypominam przebywa na wakacjach w kraju byłych demoludów a konkretnie w Złotych Piaskach): "jako prowiant dostalismy suchy chleb, plast.lyzecke, paluszki, wode i PUDELKO PASZTETU! MASAKRA" transkrypcja autorska mojego dziecka :-))
Wspominając czasy swoich wyjazdów na obozy i kolonie z rozrzewnieniem stwierdzam, że wtedy nieznane było pojęcie łyżeczki plastikowej, trzeba było mieć aluminiowy niezbędnik i to swój a pasztetową zawijano w sklepie w gazety. O ile wcześniej zamieniło się właściwą kartkę na ten kawałek pasztetowej. "Miś" to nie wizja szalonego reżysera ale najprawdziwsza prawda. Pamiętam z którejś szkolnej wycieczki bar, w którym jeden klient podebrał drugiemu z talerza kotlet. Akcja jak u Kutza, nie pomnę teraz w której części śląskiej trylogii ale obserwując co się potem działo łączyliśmy się w bólu z poszkodowanym.
A teraz proszę: pasztet w pudełku a do tego łyżeczka jednorazowa. A młodzieży źle. Później dowiedziałam się, że "całkowicie bez sensu" dostali też na drogę pomidora i brzoskwinię. A co mieli dostać w kraju południowej Europy, tran?
Dobrze, że już za parę dni wraca bo wychowywanie na odległość sprawia mi duże problemy ;-) Jestem jednak toksyczna matką...

Rocznicowo

Kolejne candy :-) u Rudlis

poniedziałek, 29 czerwca 2009

kreatywni

13KA wprowadziła w życie zapowiadana wakacyjną zabawę. Trzeba wykazać się kreatywnością co w moim przypadku jest trudne. Zwłaszcza, że w moim miejscu pracy kreatywność to pomysł w ciągu 20 sekund. Po 2 minutach to przeciętność. Więc taki ze mnie przeciętniaczek...

dzień w telegramie

Usłyszałam dziś od własnej matki, że się zaniedbuję. Bo mój wczorajszy post był taki krótki. Właściwie to nie wiem o czym chciałabym dziś napisać. Dzień był dziwny bo ze względu na nogę pracę świadczę w zaciszu domowym. Niekoniecznie zgodnie z czasem pracy ale uczciwie bo wiem, że i tak zadanie trzeba wykonać. Miałam więc dziś czas żeby zrobić w godzinach pracy zegar do biura dla mojego kochanie i tabliczkę na ścianę dla mojego dziecięcia, wyszukać i zarejestrować się do stomatologa. Rzeczy, których na co dzień w standardowych ośmiu godzinach nigdy bym nie zmieściła. Choć obłudą jest to osiem godzin. Praca zadaniowa wymaga poświęcenia się zadaniu. Niestety w ostatnim czasie jest więcej zadań niż tego czasu i oklepane zapewnienia, że jeszcze tylko..., że robimy to żeby mieć pracę itd. Szkoda pary na roztrząsanie tej filozofii. Dziś więc o zakończeniu pracy zadecydował prąd. A właściwie jego brak będący wynikiem szalejącej na domem burzy.
Moje kochanie ma dziś imieniny, jako kochająca żona dałam się poznać tym, że całkowicie o tym zapomniałam i w składaniu życzeń wyprzedziła mnie teściowa. Piotra a nie moja ;-)). Potem moje kochanie prezentowało sobą humor rozmaity, ze szczególnym podkreśleniem "zaraz mnie szlag trafi" skierowanym przeciwko drukarce. A właściwie trzem. Bo moje kochanie rozkręca firmę i odpukać oby dalej mu szło tak pięknie. W domu jednak króluje asortyment biura, które uruchamia dopiero od środy. Potknąć się można zarówno o sprzęt jak i materiały biurowe. W mojej ocenie biuro jest mu potrzebne tylko po to żeby szlag trafiał go poza domem ale jako kochająca żona akceptuje to i błogosławię. Oby tylko zachował świadomość ryzyk jaką powinien wynieść po tylu latach pracy u naszego wspólnego (do niedawna) pracodawcy.
Strasznie tęsknię za moim dziecięciem. Informacje z tego kraju na końcu świata płyną strasznie skąpe. Rumuni wyjechali, więc wprawdzie nadal są kolejki do posiłków ale nikt się już nie wpycha. Dzięki temu na obiad dziecię dostaje wprawdzie coś obrzydliwego (co to jest nie wiadomo) ale już nie tylko sama kapustę. Zdjęć będzie niewiele bo wokół strasznie kradną: komórki, aparaty więc dziecię boi się wychodzić z aparatem poza pokój. Bajczik był nudny, książki mu się kończą, dostęp do komputera za drogi. Ot młodzieńcze problemy. A w perspektywie kolejnych 40 godzin w autobusie. Choć droga do domu zazwyczaj mniej się dłuży.
I tak w telegraficznym skrócie saldo dnia dzisiejszego.
Za dwa tygodnie i trzy dni jadę na plener. Od dziś zaczynam odliczać czas.

niedziela, 28 czerwca 2009

piątek, 26 czerwca 2009

Kaczka dziwaczka

Na prostej drodze skręciłam wczoraj nogę. Śmieję się, że to przez naszego burmistrza. Tak wiele robi dla naszego miasta: ciągle nowe inicjatywy, akcje, rozwiązania, imprezy. Wczoraj odbywały się w naszym mieście Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym i na pół dnia (to drugie pół) zamknięto część miasta. W szczególności zaś tę część, która prowadzi o mego domu. Zamarł wszelki ruch czterokołowy na ulicach i przez to musiałam wracać całkiem inną trasą niż zwykle. Gdyby nie to nigdy nie szłabym chodnikiem, na którym, na prostym odcinku, wykręciłam sobie nogę tak, że gwiazdy stanęły mi w oczach. W niskich butach, na sztywnej podeszwie. Nie wiem jak mi się to udało ale faktem jest, że o ile wczoraj poruszałam się normalnie to dziś już w drodze do pracy szlo mi się trudno. Pracodawca zapewnia nam opiekę medyczną w miejscu pracy (czyściutka, ładna jednostka medyczna znajduje się w tym samym budynku) więc pierwsze kroki skierowałam dziś tam. Nie był to dzień dyżuru ortopedy, nie było miejsc u internisty więc dostałam skierowanie do szpitala, z którą jednostka ma podpisaną umowę na obsługę nagłych przypadków i urazów. Jako ten "uraz" ;-)) na obsługę nie mogę powiedzieć złego słowa, chuchano na mnie jak w prywatnej klinice (tak to sobie wyobrażam). Po diagnozie: okłady, zakaz chodzenia i kula do lewej ręki. I to właśnie ta kula powoduje, że chodzę jak kaczka. Do środy włącznie pracuje w domu. Nie ma tego złego :-))

czwartek, 25 czerwca 2009

Candy inaczej

Kto ma ochotę na słowo pisane zapraszam na candy do Śnieżki
Kto wcześniej nie doczytał to zapraszam do mojego posta z 23.06 tam też zabawa, są jeszcze dwie nagrody- pewniaki :-)

środa, 24 czerwca 2009

Jak u Barei....




Zanim nawiążę do tytułu dwa słowa na temat zamieszczonego zdjęcia. To 3D na ocynku, które robiłam na warsztatach u Kasi. Długo nie było wykończone bo nie miałam na to pomysłu. W końcu owinęłam rączki sznurkiem konopnym i zaakceptowałam końcową formę. Pokazałam to na forum niestety, w tym czasie gdy tylko na chwilkę udało się przywrócić łączność. Mam nadzieję, że serwer w końcu się podniesie bo ja się uzależniłam :-(
A co z tym wszystkim ma Bareja? Dziecię po 40 godzinach (bez kwadransa) jazdy autobusem dotarło dziś na miejsce. Autobus ze względu na gabaryty nie mógł podjechać bezpośrednio do hotelu więc po bagaże wyprawiono busik. Busik pojechał a autobus w międzyczasie odjechał. Zawracano go z drogi powrotnej do Polski. Nie lubi nas ten kraj...

wtorek, 23 czerwca 2009

Kraj na końcu świata

W prehistorycznych latach mej młodości zazdrość serce rwała na wieść, że ktoś znajomy spędza wakacje w Złotych Piaskach. Serce naiwne i głupie!! A może zwykłe braki w edukacji? Bułgaria leży na końcu świata! Bratnie demoludy okazały się krajem dalekim albo jeszcze dalszym :-( Oficjalnie mówię o sobie "geograficzny debil" więc może tylko to mnie usprawiedliwia. Wysłałam do tej Bułgarii dziecko. Wczoraj wyjechał, jeszcze jedzie i jutro też będzie jechał. "Dzień, noc i pora niczyja..." Jako toksyczna matka mam już na pośladkach jego odciski, których nabawił się w trakcie jazdy, opuchnięte od niewyspania powieki i strzykanie w krzyżu.
Hi,hi...w Pszczynie (chyba) na punkcie przeładunkowym do autobusu dopinano "plecak" bo bagaże tych, którzy dosiedli w Kaliszu wieziono na kolanach ;-)) Mówiłam, że paranoja.
Na forum nadal nie można się dostać więc pobiegam po blogach, może znajdę kolejna okazje do zabawy?.....
Jeszcze a propos bratnich demoludów wspaniały artysta w balladzie "Modlitwa Francois Villon". Artysta, który uratował mnie na egzaminie gdy kazano mi opowiadać w języku bratnim życiorys Czajkowskiego. Szanowna komisja zgodziła się w zamian posłuchać o mistrzu Okudżawie


A to znalazłam przy okazji. Tym razem pieśń wielkiego polskiego barda. Zachwycił mnie swoja nostalgią. Nie znałam tej ballady.


Zabawa- Podaj dalej

Załapałam się na niespodziankę u NieZapominajki, jest szansa dla jeszcze jednej osoby :-))

Zgodnie z regułami ogłaszam podobną zabawę u siebie. Zasady są proste:

1. Musisz posiadać własnego bloga.

2. Pierwsze 3 osoby, które zostawią komentarz pod tym postem otrzymają ode mnie mały, ręcznie robiony upominek, który wyślę w ciągu 365 dni.

3. Ty organizujesz taką samą zabawę u siebie i dajesz szansę kolejnym 3 osobom na prezent od Ciebie.

4. Każdy blogowicz może uczestniczyć 3x w takiej zabawie!

Zapraszam :-))))
Przez najbliższe dwa tygodnie nie wstawię żadnego zdjęcia bo dziecię wyjechało właśnie na kolonię i zabrało ze sobą aparat. A był już taki moment, że chciałam zabrać go z miejsca zbiórki do domu, tylko nie miałam czym rzucać a mięchem nie mam w zwyczaju. Przyjechał ogromny, piętrowy autobus i okazało się, że nie ma w nim miejsca na bagaże!!! Dziecię pakowało się samo w dwie małe torby bo dużej w przyzwoitym stanie nie posiadamy. Jakoś umknęło moim panom, że na zebraniu było przykazane, iż torba może być tylko JEDNA. Nie więcej niż 20 kg. Ten drugi warunek oczywiście był spełniony, obie torby na oko miały łącznie 10 kg. Ale zaczęła się polka i omal nie stanęło na tym, że dziecię pojechałoby z ciuchami ale bez butów i bielizny lub odwrotnie. Kierowcy upchali bagaże nawet w schowku na szczotki a i tak torby Kuby nie zmieściły się w luku bagażowym i jechały wewnątrz autobusu. Paranoja jakaś. Pojedyncze bagaże niektórych osób były dwa razy większe niż cały dobytek naszego dziecka. Nie usprawiedliwiam się, zasady to zasady, jedna to jedna ale chyba ktoś nie zapanowałam nad tym wszystkim. Najśmieszniejsze, że autobus jechał jeszcze do Kalisza skąd miał wziąć pozostałych uczestników. Z niecierpliwością czekam na info od dziecka gdzie zmieszczono dodatkowe bagaże.

niedziela, 21 czerwca 2009

czemu latem służy kij narciarski


Na moim podwórku gospodarczym (bo nie mam odwagi nazwać tego ogrodem) stoi stolik z parasolem, z którego korzysta głównie moja mama. W ostatnich dniach osadzony w ziemi parasol zaczął się przechylać więc mama umyśliła, żeby podeprzeć go kijkami narciarskimi. Wykorzystała do tego stare Kuby. Ponieważ dziecię od dwóch lat przestało ich używać a dodatkowo jeszcze z nich wyrósł nie było z tym większego problemu. Dziś z niedowierzaniem policzyłam kije użyte w charakterze śledzi, w pierwszej chwili myśląc, że dwoi mi się w oczach. Całe szczęście, że w charakterze dwóch pozostałych śledzi nie wystąpiły kije Piotra bo pewnie zostałabym sierotą. Nie zmienia to faktu, że mimo iż ostatniej zimy poszłam w ślady dziecka jednak czasami kijki się przydają: obowiązkowo do wypięcia nart a czasem żeby utrzymać się na podejściu do wyciągu. Więc (że tak się zdania nie zaczyna wiem ale "więc") niech winowajczyni (a wiem, że czytuje mój blog) ma świadomość, że teraz ma problem- sprofanowała MOJE, ukochane kijki. Nie wiem jak się z nim upora ale niech nie próbuje mi ich odkupić na allegro bo kije muszą być dopasowane do odbiorcy. A te dodatkowo stanowiły pierwszy nasz zakup związany z tym ukochanym przez nas sportem!!! :-(

mam dzisiaj taki nastrój...



Dżem to coś co odkrywam na nowo od kilku lat. W tym roku po raz pierwszy od czterech lat nie pojadę na Tyski... Zaczynam tęsknić za tą muzyką, atmosferą: niepowtarzalną, w której jednakowo dobrze czują się zarówno dzieci jak i dorośli, i to bez ograniczeń wiekowych.
Wstawię tu jeszcze kilka piosenek z moim ukochanym Pawie. Jutro, wkrótce, dziś w końcu muszę odespać wczorajszą noc.

Jeden z moich ulubionych...

sobota, 20 czerwca 2009

Nie mogę się dziś dostać na forum. A forum uzależnia :-) przynajmniej mnie.
Wczorajszy wieczór spędziłam poza domem na służbowej imprezie. Co dziwne, po raz pierwszy wolałabym zajmować się moimi serwetkami zamiast siedzieć przy barze czy podrygiwać w rytm muzyki. Nic budującego nie wniósł również kolejny wykład o spodziewanych skutkach kryzysu i czarna wizja na przyszły rok. Potrafię już stanąć z boku ale widziałam, że nie każdemu się to udało.
Zaczęłam już liczyć lata do emerytury;-))
Poniosłam też dziś kolejną klęskę przy cieniowaniu. Nie potrafię dobrać odpowiednich odcieni, wychodzi mi tego efekt "jelenia na rykowisku". Dobrze, że wcześniej położyłam warstwę lakieru bo udało mi się to bezkolizyjnie zmyć.

czwartek, 18 czerwca 2009

Czy jestem toksyczną matką? Przeczytałam dziś artykuł o kobietach, których mężczyźni nie wyzwolili się spod wpływu swoich matek. Biorąc pod uwagę mojego szmergla na punkcie dziecka mogę tak być kiedyś odbierana. Jak to pogodzić żeby dać dziecku poczucie bezpieczeństwa i miłości a jednocześnie nie zrobić mu krzywdy nadmierną opiekuńczością, bo nie poradzi sobie w życiu? Cały czas się uczę, mam nadzieję, że nie ze szkodą dla niego. Rozstroił mnie dziś ten artykuł....

środa, 17 czerwca 2009

Błogie lenistwo




Dziś odreagowuję dzień wczorajszy. Zwłaszcza, że cały poranek zepsuł mi szef. wróciłam więc w miarę normalnie, tylko godzinę później niż planowałam i rzuciłam się "w wir pracy". Tylko, że niewiele z tego wyszło. Podmalowałam kolejną tacę (mam jeszcze w szafie cztery, z czego trzy przywiezione z Czacza) bo wcześniej pociągnęłam ją tylko farba po wierzchu a spód beztrosko zaniedbałam. Tak więc zaczęłam od malowania i zapragnęłam od razu zaprojektować na niej wzór. Uparłam się wykorzystać szablon bo strasznie spodobały mi się próby dziewczyn prezentowane na forum. Szablonów nabawiłam się zaledwie dwóch więc dziś wyciągnęłam ten drugi, z gałązką pokrytą owocami wiśni. Ale najpierw należało przykleić serwetkę. Udało mi się więc uszkodzić świeżo pomalowany spód ponieważ w celu przyklejenia wzoru musiałam tace położyć. Nakleiłam co chciałam, znowu odwróciłam, pomalowałam ponownie spód uff... Odczekałam aż wyschnie farba, odwróciłam i.. okazało się, że klej jeszcze pracuje a ja paluchem zdjęłam część wzoru i" apiac" od nowa. W końcu na suchy już na szczęście wzór natapowałam wzór z szablonu ale użyłam za dużo farby i rozmyły się kontury- w efekcie musiałam to zmyć. I tyle z dzisiejszych eksperymentów. Wzięłam się jeszcze dziś za bombki, których dwie leżą i czekają na zmiłowanie i puszkę-urnę. Na wszystkim jak leci serwetki rozrywały mi się pod pędzlem więc dałam sobie spokój i wraz z kompem wpakowałam się do łóżka.
Na forum cisza, o przepraszam, chyba dziewczyny zasiadły przed monitory bo na pocztę wpłynęły cztery wiadomości. Chyba też tam zajrzę. Jeszcze tyko zdjęcie pudełka inspirowanego pomysłem Żużaczka. Na wieczku nakleiłam gazę opatrunkową, wyjałowioną ;-)) i pociągnęłam farbą. Później lakier, szlifowanie, lakier, szlifowanie itd teraz powierzchnia jest gładka w dotyku a faktura wygląda interesująco. Ale coś mi w tym pudełku nie pasuje, na dolna część położyłam lakier touch-me ale mam wciąż wrażenie, że pudełko jest nie wykończone.

wtorek, 16 czerwca 2009

jak niewiele do szczęścia potrzeba


To Hanka, charakterek jak imię. Właśnie łapie nieliczne promienie słoneczne w ostatnich dniach. A chwile wcześnie wygrzewała brzuszek tylko nie zdążyłam zrobić zdjęcia :-(
Kot szczęśliwy, rybki mniej. Dziecię, do którego należą do serca wzięło sobie hasło "każda kropla na wagę złota" :-)

Ratunku, gdzie tu się wstawia buźki?????

Z pracy wróciłam pół godziny temu. Mój mózg został dziś tak wyeksploatowany, że po raz pierwszy nie chce mi się wyciągać mojego warsztatu.
W ramach walki ze stresem zakupiłam dziś masę plastyczną, o której wyczytałam na forum. W opisie jest uwaga, że po otwarciu należy ją przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku. Otworzyłabym z ciekawości ale nie chce mi się szukać...
Dziecię zrobiło zaległe zdjęcia, może jutro uda się wstawić paczkę do Wylęgarni.
Tackę sobie fajna zrobiłam. Przywiozłam takie byle co z Czacza i poeksperymentowałam, wychodząc z założenia, że nie będzie mi żal gdy coś nie wyjdzie. Nakleiłam wzór, położyłam lakier w dużej ilości i nałożyłam na to werniks szklący. Samopoziomujący. Że z tym poziomowaniem to ściema już pisałam. Efekt osiągnęłam zadowalający ale chyba muszę jeszcze poćwiczyć. W każdym razie nie można jej wylać na powierzchnię bo jest za gęsta a po nakładaniu pozostają ślady. Gąbką udało mi się wyrównać powierzchnię ale jednak nie do końca. Na samym końcu położyłam na brzegach pastę-efekt kamienia. Zakupiłam w odcieniu greckim, nie byłam zadowolona po zakupie ale w tym zestawie kolorystycznym pasuje.
Dziecię zrobiło mi też reklamę u swojego korepetytora i z okazji jakiejś osiemnastki zrobiłam lampion. Trochę był mdły więc dołożyłam konturówkę. Ale chyba za bardzo to nie pomogło.

niedziela, 14 czerwca 2009

Czego Jaś sie nie nauczył...

Przenoszę moje doświadczenia zebrane w ostatnich tygodniach i opisane pod starym adresem. Może komuś dzięki temu uda się uniknąć rozczarowania? :-))
Troch taki misz-masz bo treści są wyrwane z kontekstu. Gdyby ktoś chciał doczytać to obok jest link do starego bloga.
Należy pamiętać, że :
1) używając taśmy malarskiej nie należy usuwać jej zanim farba nie wyschnie, inaczej na drewnie pozostanie klej z mokrych części taśmy :-(
2) na bajcę, tak jak podpowiedziano mi na forum, warstwa lakieru, wtedy bejca się nie przebije na wzór
3) żeby uniknąć marszczenia się serwetek pod wpływem lakieru dobrze jest, kiedy wzór wyschnie przeciągnąć całą powierzchnię klejem
4) wzór z papieru przed naklejeniem należy namoczyć, prawda z elementarza decu, o której ciągle zapominam :-((
5) jeżeli decydujemy się podmalować wzór białą farbą to warto nie wycinać przed malowaniem szczegółów. Lepiej pozostawić około pół centymetra zapasu dookoła wzoru. Wycinamy dopiero po wyschnięciu farby. Jeżeli farba niechcący przeniknie/ zahaczy o drugą stronę to zabarwi zapas a nie zasadniczy wzór.
6) do puli negatywnych doświadczeń mogę dorzucić farbę Nobiles. Na tacy pokrytej bejcą położyłam dwie warstwy białego primera i trzy warstwy wspomnianej wyżej białej farby. Nadal na powierzchni mam różowawą poświatę. Już wcześniej widziałam, że dla osiągnięcia oczekiwanego efektu muszę kłaść więcej warstw farby niż przy innych markach ale nie wyciągnęłam z tego żadnych wniosków. I mam co mam :-((
Polecam za to Dulux i Decoral, zwłaszcza ten ostatni w wersji zapachowej. Marzenie.......
7) na wazonie, który potraktowałam crackiem Heritaga zważył mi się lakier. Wodny. Ale wiem co zrobiłam źle. Najpierw, zgodnie z dobrymi praktykami potraktowałam spękania śmierdzielem, wieczorem. Rano, jeszcze przed śniadaniem, sięgnęłam po pędzel i na pewniaka pociągnęłam acrylowym. I klops. W nocy było chłodno, śmierdziel nie wysechł a ja tego nie sprawdziłam. Efekt- musiałam zmyć cały lakier. Wniosek; zawsze upewnij się, że położona wcześniej warstwa lakieru już doszła tzn. jest sucha.
8)Pisałam o talerzu inspirowanym pracami Kasi. Dzisiaj wydawało się, że przygotuję go już pod lakier ale oczywiście udało mi się go popsuć. Przez długi czas nie wiedziałam co się stało, dlaczego kogut stanowiący centrum talerza przesiąkł farbą. Przecież nie pierwszy raz stosowałam serwetki na talerzach. I doznałam olśnienia, zawsze korzystałam z kleju Heritage, który jest jednocześnie klejem, podkładem i lakierem. I zawsze kładłam go na serwetkę co powodowało, że była ona pokryta warstwa zabezpieczającą. Tym razem użyłam kleju "cmokającego", który kładzie się POD serwetkę i dlatego była ona niczym nie zabezpieczona. Pokrycie jej farbą spowodowało, że farba przesiąkła na wylot i kogut zrobił się całkowicie niewidoczny. Stąd rada:
- Jeżeli kładziesz farbę NA serwetkę zawsze zabezpiecz ją wcześniej warstwą kleju lub podkładu.
9)nie należy pokrywać spękaniami w kolorze miedzi przedmiotu wcześniej pomalowanego na pudrowy róż. Cóż za niesamowicie paskudny efekt, brudu i tandety. Fuj.
10) kładąc białą farbę na bejcę (bez zastosowania podkładu) możesz się spodziewać, że po pewnym czasie zamiast białego będziesz miał niespodziankę. Bejca "przejdzie" przez farbę i w zależności od jej koloru (bejcy) przedmiot zrobi się miodowy, rudy, beżowy...
11)nie należy przyklejać niczego tuląc się jednocześnie do swojego dziecka, nic wtedy nie wychodzi perfekcyjnie :-(
12) należy odczekać aż lakier DOBRZE wyschnie zwłaszcza, jeżeli nakłada się na siebie lakiery o różnych konsystencjach. Wczoraj tak popsułam sobie moją czarno-białą tacę. Całe szczęście, że zaczęłam od narożnika i dało się to później przeszlifować ale strach miałam w oczach :-). Chyba już dam jej spokój.
12) nie należy zostawiać na wierzchu pojemnika z pędzlami jeżeli ma się w domu młodego kota. Pomijam, że zbierałam wszystkie moje narzędzia po całej kuchni, kotka okazuje wyjątkową aktywność nocą. A pędzle i nożyczki doskonale da się przesuwać po płytkach. Głośno :-(
13) decu wymaga CIERPLIWOŚCI, nie można zaczynać nakładania preparatów od końca. Wczoraj ozdobiłam coś konturówką PRZED położeniem lakieru bo chciałam zobaczyć efekt końcowy.
14) parę słów o kleju: tak zwany "cmokający" z Hobby Duck. Jest niesamowity przy klejeniu serwetek na płaskich, większych powierzchniach. Bardzo gęsty więc należy go nakładać pod serwetkę. Parę razy przeciągnąć po kleju pędzlem, żeby zaczął wydawać odgłos "cmokania". Potem przykładamy serwetkę i delikatnie wygładzamy ją ręką. Ja korzystam dodatkowo z wyczytanego gdzieś rozwiązania tzn. nakładam na serwetkę fliselinę i dociskam specjalnym gumowym wałeczkiem. Efekt bomba, żadnych zmarszczeń, żadnej perforacji. Warunek jest taki, że serwetka musi być sucha bo inaczej fliselina się do niej przyklei.
15) nie należy przyklejać taśmy malarskiej na powierzchnię, którą się przed chwilą przeszlifowało- odkleja się razem z wzorem :-((
16)przed rozpoczęciem cieniowania warto powierzchnię pociągnąć warstwą lakieru a najlepiej dwoma. Pozwoli to na łatwe korekty gdy nie będziemy zadowoleni z efektów
17) podobnie warto pociągnąć przedmiot lakierem przed położeniem step1. Nakładanie preparatu będzie dużo łatwiejsze i mniej go zużyjemy.
18) warto przeszlifować lakier i to nie raz ale nie wcześniej niż co trzy warstwy, przy dwóch lub jednej zamiast efektu wygładzania usuwamy to co pieczołowicie nałożyliśmy więc właściwie stoimy w miejscu
19) jeżeli malujemy części ruchome farbą to przed malowaniem warto je porządnie przeszlifować papierem ściernym lub pilnikiem.
Każda warstwa farby i lakieru powoduje, że części ruchome stają się grubsze. Przeżyłam horror kiedy po skończeniu lakierowania próbowałam włożyć ścianki przegrody do herbaciarki. Skończyło się piłowaniem zarówno ścianek jak i rowków wewnątrz pudełka a cała robota poszła z pyłem :-((
20) nie należy poprawiać położonej już warstwy step2, zostają brzydkie ślady, których nie zatuszuje nawet położenie porporiny. Lepiej od razu zmyć całą warstwę wodą (dopóki nie wyschnie). Po wyschnięciu zostaje papier ścierny :-((

Witam w nowym miejscu

Mam nadzieję, że znajdą mnie tu wszyscy Ci, którzy odwiedzali mnie pod starym adresem, mam też nadzieje, że pojawią się nowi goście. Zapraszam :-)) Pozostało mi przenieść bazę doświadczeń co mam nadzieję zrobić w ciągu paru najbliższych dni.
Dzisiaj pogoda zdecydowanie się poprawiła. Otworzyłam dziś służbowa pocztę i zdecydowałam, że muszę iść pobiegać. Każdy pretekst dobry ;-). Zabrałam dziecię i psa. Pies biegał, dziecię biegało a ja truchtałam. Z żalem stwierdziłam brak kondycji. Ostatni raz czynnie sport uprawiałam.... w marcu, wtedy ostatni raz byłam na spinnigu. Po dwóch latach pedałowania dwa razy w tygodniu. Tłumaczyłam sobie, że to dlatego, że praca, że brak czasu ale prawda jest taka, że odkąd zajęcia zaczął prowadzić Mateusz przestały mi się podobać. Co z tego, że ich forma bardziej odpowiada pierwowzorowi? Z Pati każde zajęcia były zróżnicowane (trzy style w ramach jednych zajęć, dla każdego coś miłego), z Matuszem każde zajęcia są jednorodne, idziesz i wiesz: dziś będzie siła, albo dziś będą skoki... I muzyka jest nieciekawa.
Może po wakacjach sprawdzę jak to jest u konkurencji bo tak szczerze to bardzo lubię ten sport.
Długi weekend sprzyjał decu. Zrobiłam miedzy innymi segregatory dla Julki. U Abask ostatnio pojawiły się Elfy, u mnie też, tylko jako podlotki :-)

Kto nie próbuje do celu nie dochodzi


Cóż, udało mi się dziś wstawić licznik a wczoraj link do Fotosika. Jest szansa, że jednak dam sobie radę z obsługą tego bloga, a może blogu?. Na wirtualnej bloguje się w sposób prosty i przyjazny jednak tutaj otwiera się więcej możliwości. Przede wszystkim podoba mi się, że mogę obserwować co się dzieje na moich ulubionych blogach. Dałam sobie czas na przenosiny do końca weekendu więc teraz próba generalna- zdjęcie. Jak to się mówi: "tadaaaam..."
Wow, udało się choć miejsce, w którym zdjęcie się wstawiło trochę mnie zaskoczyło. Żeby zachować efekt powinno być po "tadaaaam" ;-))
Są tu gdzieś buźki do wstawiania?
Acha, podkładki walentynkowe, które udało mi się zrobić w weekend majowy. Jak znalazł na przyszły rok ;-)

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Po raz pierwszy sie w to bawię, zobaczymy co z tego wyniknie. Na blogu Oli jest zabawa, można wygrać kilka fajnych drobiazgów i to przez duże "D" i jeszcze jedna okazja na Rustic Home

niedziela, 7 czerwca 2009

Moje najnowsze doswiadczenia

Trochę popracowałam i znów doświadczyłam własnych niedoskonałości. Przeprowadziłam też eksperyment, którym chętnie się podzielę (pkt.3). Mam cichą nadzieję, że choć jednej osobie moje błędy pomogą uniknąć podobnych w praktyce bo czasami szkoda fajnych prac:
1) używając taśmy malarskiej nie należy usuwać jej zanim farba wyschnie, inaczej na drewnie pozostanie klej z mokrych części taśmy :-(
2) na bajcę, tak jak podpowiedziano mi na forum, warstwa lakieru, wtedy bejca się nie przebije na wzór
3) żeby uniknąć marszczenia się serwetek pod wpływem lakieru dobrze jest, kiedy wzór wyschnie przeciągnąć całą powierzchnię klejem
4) wzór z papieru przed naklejeniem należy namoczyć, prawda z elementarza decu, o której ciągle zapominam :-((
Ale nie ma tego złego, w związku z punktem 1) taca, która w ten sposób się popsuła doczeka się ornamentu. Wprawdzie w moim wykonaniu najlepiej wychodzą kropki ale teraz sytuacja wymusza na mnie kreatywność.