niedziela, 31 lipca 2011

Czysty recykling



Spróbowałam sił z mapką na blogu Cardabilities. Trochę kształt odbiega od oryginału ale użyte przeze mnie materiały wymusiły taki a nie inny rozmiar. Mamy tu więc:
1. baza- okładka od bloku technicznego
2. podkład- strona z Panoramy Firm
3. motyw główny- okładka z broszury Poka Poka
4. sznurek pakowy
5. guzik od zasłon kupionych "U Żywaniego" ;)
6. kwiatki kręcone z gazetki reklamowej Macro
7. fastryga ręcznie malowana made by Trzpiot ;)
I oczywiście zgłaszam na wyzwanie.



Drugą kartkę według tej samej mapki zgłaszam także na KoloroTON#5 w Art Piaskownicy.
A "Przepis na" wygląda następująco:
1. Arkusz papieru wizytówkowego
2. Fragment biało-niebieskiego papieru z giełdy przydasiowej na DLWC
3. skrawek koronki nie wiadomo po czym
4. sznurek biżuteryjny jako naddatek z wcześniej robionego sznura koralików
5. guzik od cienkiej, biało-niebieskiej podomki mojej babci
6. kwiatki skręcane z z gazetki reklamowej Macro
7. dżety z jakiejś szmatki zakupionej "U Żywaniego".

Kartki zrobiłam jeszcze dwie, no do wieczora daleko więc to nie koniecznie ostatnie słowo ;).


Morskie opowieści- kolejny recykling chociaż wartość estetyczna tej kartki jest dyskusyjna. Pokazuję bo widoczne na zdjęciu krople wody uzyskałam nakładając Glossy Accents.


I czwarta, która powstała ponieważ koniecznie chciałam na czymś nakleić sznurowaną kieszonkę. Podejrzałam na którymś polskim blogu i strasznie mi się spodobało. Może ktoś się przyzna? Nie ma jeszcze przeznaczenia więc nie wykończyłam jej tekstem.

W następnym poście pokażę dwa krótkie kursy na kwiatki. Jeden na te z gazetek Macro, drugi na takie których w dzisiejszych pracach nie wykorzystałam, a na które przerobiłam papierowe szare torebki.


Oczywiście prochu nie wymyśliłam, patentu nie mam na żadne ale jeżeli ktoś nie widział wcześniej to zapraszam :)

sobota, 30 lipca 2011

Na wyzwanie...


Pierwszy raz zrobiłam coś według mapki z bloga (a może blogu?) Once Upon A...Sketch. Jest to strona, na której znalazłam cud scrapy z całego świata. Mój skromny scrap to dzisiejsze fantazje i odmóżdżenia po tygodniu kontaktów z pewnym chamskim burakiem. Jeszcze świeżutki (scrap a nie burak (blee!) ) widać nie wyschniętego magica.
Na zdjęciu człowiek o magicznych rękach- NAPRAWIŁ MÓJ UKOCHANY DZIURKACZ BRZEGOWY!!!! Chwała mu za to. Naprawił i to jak! Dziurkacz ma nową, wytrzymałą dźwignię. Teraz złamać mogłaby ją chyba jedynie Jagienka (pamiętacie dlaczego?).

Druga fantazja to tag na tagowo..kwiatowe wyzwanie Craft Artwork. Od bazy po sznurek wszystko to recycling, no z wyjątkiem ćwieków, które wykańczają kwiatki i skrawka brązowego papieru. Zdjęcie i pozostały papier z broszurki reklamowej wielkopolskich miast . Broszurę przytargałam dla dziecięcia żeby poczytał po angielsku bo dwujęzyczną była. Omal nie zabił mnie śmiechem. Właściwie się nie dziwię, też bym się roześmiała mając od roku FCE z najwyższą oceną. Dobrze chciałam ale w przyrodzie nic nie ginie, jak dziecię gardzi to zawsze można przescrapować ;). A ćwieki ze sklepu Scrap Pasja dzięki czemu mogę moją fantazję zgłosić na wyzwanie.

niedziela, 24 lipca 2011

Ślubnie


Koleżanka zamówiła dwa ślubne kielichy. Kielichy jak kielichy, nic nowego, oryginalny cytat z pięknego wiersza Ludmiły Marjańskiej, który (wiersz nie cytat) pozwoliłam sobie znaleźć w necie i przytoczyć:

"Zaręczyny


Na wspólną radość,

na wspólną biedę,

na chleb codzienny

i na poranne otwarcie oczu

w blasku słonecznym,

na dobry wieczór,

na długi wieczór,

na zgodne ciepłe

ścielenie łóżek

na zdrowie ( ile trzeba cenić),

i na wszystkie choroby:

zapalenie stawów,

ostry nieżyt cierpliwości,

gorączkowe czekanie,

plamistą zazdrość;

na twoją obcość,

na moją inność,

na dwie połowy

w jednej łupinie –

słodki orzech

twardy do zgryzienia –

na nieustanne sobą zdziwienie,

na gniew i krzywdę i przebaczenie

wybieram ciebie".


Nie znałam wcześniej tej autorki. Wiersz jest piękny. Co ciekawe, szukając po treści a nie autorze źródła podpowiadały, że to dzieło mistrza Ildefonsa.

Ponieważ kielichy nie stanowiły żadnego wyzwania, postanowiłam zrobić do nich gratis kartkę, jak na zdjęciu. Znów czysty scrap, taki nie mój. Choć ostatnio tylko takie robię :) Przy okazji złamałam dźwignię w ulubionym dziurkaczu brzegowym dlatego nie mogłam wykorzystać motywu koronki :((((((
Urlop za trzy tygodnie. Pierwszy tydzień będę scrapować do upadłego. Bardzo długo broniłam się przed tym nałogiem i chyba słusznie bo zaczyna dominować wśród moich pasji :)

wtorek, 19 lipca 2011

Czasami potrzeba pokory... ;)



Żeby nie było, że mam patent na nieomylność :)
Upojona sukcesem wymieniankowego magnesu postanowiłam zrobić kolejne. Szczególnie, że na Zlocie nabyłam arkusz taśmy magnetycznej. Powstał komplet jak na zdjęciu. Wszystkie motywy z jednego arkusza, ciekawe kto zgadnie co pocięłam? :)
Postanowiłam dalej stworzyć komplet lawendowy, sztuk 12 z serwetkowym motywem, co wymagało dodatkowej pracy z podkładem. Cała szczęśliwa przykleiłam magnes, wysuszyłam i dumna zaczęłam ozdabiać tworkami lodówkę. Właściwie to "chciałam" a nie "zaczęłam" bo żaden, dosłownie ŻADEN!!! nie zatrzymał się na ściance. Wszystkie magnesy przykleiłam odwrotnymi biegunami!!! Gdyby to był przypadek, niefrasobliwość, niewiedza.. ale nie, przed przyklejeniem każdy jeden sprawdziłam i ułożyłam we właściwą stronę żeby uniknąć właśnie takiej pomyłki. Tylko potem nie sprawdziłam, która to ta "właściwa" strona. Uratować się nie dało, magnes odrywał się z podkładem, serwetką, teraz kabaszony odmaczają pozostałe na nich resztki...

niedziela, 17 lipca 2011

Ale za to niedziela...


A w niedzielę, zgodnie z obietnicą... Na początek zapowiadany zapiśnik z identyfikatorem, co jest w środku dziecię postanowiło zachować w tajemnicy robiąc tylko zdjęcie okładki :)
Niedzielny zlot to szycie koptyjskie z nieocenioną Wolfann. O ile proste okazało się trudne, o tyle koptyjskie to wyższa szkoła jazdy:) Efekt jak na zdjęciu.


Dzisiaj udało mi się odtworzyć ścieg tylko dzięki notatkom, na szczęście bardzo szczegółowym. Postanowiłam też sprezentować warsztatowy notes w związku z czym musiałam trochę nad nim popracować. Wyszło jak nie moje.

Ten weekend to scrapki czyste, stonowane, takie inne od tego co wychodzi na codzień z mojego warsztatu. Cukierkowa kartka urodzinowa, na kopercie kwiatki według przepisu Ibiska,

męska zakładka w "wyczepiste" sowy (to według dziecięcia)

i notes dla dziewczyny, którą odwiedzi moja bratanica.

Miał być dziełem mamy ale ta poddała się nie mogąc dać sobie rady ze zdjęciem. To ostatnie też i mnie chciało pokonać ale potraktowałam je pękającym medium i to co się popsuło zostało ukryte :)
Pracowita pszczółka ze mnie, prawda? ;))

sobota, 16 lipca 2011

Wrażeń ciąg dalszy...



Kolejna porcja wrażeń. Po recyklingowej zabawie u Katriny, przed kolejnymi warsztatami, próbowałam wypić kawę, porozmawiać ze znajomymi i jeszcze zrobić kartkę z mapki. W 20 minut, co okazał się mało wykonalne :) Ale nie ma tego złego, kartkę wykończyłam (jak już pisałam) w domu i zgłaszam ją na czwartkowe wyzwanie w Kwiecie :)
Co mnie zachwyciło to fakt, że do wykonania mapki na zlocie mogłam korzystać z zawartości ogólnie dostępnego kartonu z napisem "na wyzwania, można korzystać". Z moich zasobów pochodzi jedynie zawijasek i szydełkowy kwiatek :).
Wracając do wrażeń ze zlotu przemieściłam się na warsztaty z szycia prostego prowadzone przez Wolfann. Proste jedynie z nazwy ale efektowne :)

Pracowałyśmy na pociętych przez Anię kartkach, próbowałam w domu zrobić to samo, masakra ...
Jutro chcę odtworzyć ten ścieg, na razie kiepsko to widzę, dobrze, że robiłam notatki :)
Skończyłyśmy gdy kończyła się giełda dzięki czemu szaleństwu zakupów oddałam się jedynie w sklepach. Właściwie to chyba w każdym narobiłam zamieszania próbując odebrać swoje zamówienia. Dlaczego? Bo próbowałam odebrać w tych, w których akurat nic nie zamówiłam a tam gdzie faktycznie coś miałam do odbioru upierałam się przy dwóch numerach zamówienia (bo w jednym tak naprawdę podwójne miałam :) Najśmieszniejsze jest to, że jeszcze w domu wypisałam sobie wszystko w notesie: nazwę sklepu, numer zamówienia i miałam to przy sobie w torebce...
Potem zrobiłam pierwszy pokaz decu, próbując wykazać różnice w spękaniach jednoskładnikowych w zależności od tego czym i jak nakładamy kraka. Błąd zrobiłam podstawowy bo nie mając w domu małego opakowania jasnej farby posiłkowałam się zakupioną na zlocie. Nie znałam konsystencji, nie wstrząsnęłam przez co efekt był tak cienki jak ta farba :(
Po chaotycznej ewakuacji przemieściłam się na warsztaty z fimo u Stefci. Można powiedzieć, że liznęłam podstawy :)

Na koniec dnia pierwszego jeszcze mój identyfikator, który zgłosiłam na zlotowe wyzwanie. Chyba widać, że ja to ja ;)

Teraz stanowi główny ozdobnik mojego zapiśnika, tak żeby nie było wątpliwości, że jest mój :) Zdjęcia zapiśnika, właśnie stwierdzam, że nie posiadam, dziecię nie dopilnowało :( W takim razie pokażę następnym razem pisząc parę słów o niedzieli...

czwartek, 14 lipca 2011

DLWC pierwsze wrażenia :)



Czwartek a we mnie wciąż emocje związane z DLWC. To drugie nasze spotkanie a oczekuję już kolejnego. Organizacja godna mistrzów logistyki, namiary na miejsce docelowe łącznie z numerami zastępczej komunikacji miejskiej i danymi do GPS- to robota Krulika, głębokie pokłony i "szacun" ;).
Organizacja, koordynacja, atmosfera to przesympatyczny Kwiat Dolnośląski. Na wielu blogach pojawiły się relacje, zdjęcia, które niech będą uzupełnieniem do niniejszego posta. Na dłuższe rozmowy z Dorotą, Kasią, Leną nie było czasu. Wzięłam udział w czterech warsztatach i zrobiłam dwa pokazy decu.

W przerwie zaczęłam kartkę na wyzwanie z mapki, robiąc ją dosłownie w biegu, skończyłam wczoraj w domu. Po prostu nie zdążyłam jej wykończyć tak, żeby oddać na czas. Widać zresztą na jednym ze zdjęć, że wycinam i kleję stojąc :)
Po kilka słów zamieniłam z Dawidem, Alinką, Calistą, Katariną, K.a.s.i.ą, Bikeflower, Czarownicą, wzięłam udział w pokazie Ibiska. To oczywiście nie wszyscy, kapitalna Dzianga towarzyszyła mi w ciągu obu warsztatowych dni, mamy chyba podobne zainteresowania:). Jeżeli kogoś nie wymieniłam to nie dlatego, że nie chcę, po prostu ilość wirtualnych i zlotowych znajomych była bardzo duża. Nie mogę też zapomnieć o Fimo, z którą najpierw się przywitałam, pogadałam, wymieniłam uprzejmości a potem, stojąc obok Niej, na całą salę się wydarłam "która to FIMO"?- patrząc na Jej identyfikator obok mojego :). Przesympatyczne są takie spotkania :). O poszczególnych warsztatach słów kilka napiszę pokazując ich efekty. Dziś relacja z warsztatu "Recykling w scrapbookingu u Katriny. Jestem zauroczona tym jak w prosty sposób zrobić scrapa z tego co nas otacza. Od tej pory segregacja śmieci zostaje rozszerzona o dodatkową kategorię: "potencjalny scrap". Zdjęcia ze zlotu pochodzą ze strony Kwiatu Dolnośląskiego.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Mój pierwszy magnes


Magnes miał trafić do odbiorcy najpóźniej dzisiaj, mój trafił z czego bardzo się cieszę bo zawsze przy takich wymiankach mam stresa: że się nie spodoba, że poczta zagubi, że zupa była za słona ;) Ale Maggie, która była moją parą w Diabelskim Młynie potwierdziła, ucieszyła się więc myślę, że mogę pokazać. Bo dumna jestem zarówno z mojego pierwszego magnesu jak i zdjęcia dziecięcia. Lubię scrapki :) Muszę się jeszcze podzielić wrażeniami ze zlotu. Było szałowo, super, Dziewczyny jesteście WIELKIE!!!! Wszystkie!!! Dziękuję, poświęcę Wam na pewno osobnego posta :)

wtorek, 5 lipca 2011

Ceramika z przymrużeniem oka:)


Na tygodniowe warsztaty ceramiczne zapisałam się na drugą połowę sierpnia. Jest to jedna z ostatnich znanych mi technik, o poznaniu której marzę. Ale nie deklaruję, że to już koniec, wszak co chwilę odkrywam jakiś nowy, nieznany ocean rękodzieła ;)
A zawieszki na zdjęciu to surówka drewniana pokryta różnymi warstwami preparatów. I nie dlatego ich nie wymieniam żeby ukryć jak osiągnąć podobny efekt. Aż takie prosię to nie jestem, kto pytał mnie jak co zrobione ten potwierdzi, że zawsze chętnie się dzielę. Ale gdybyście chcieli przejść te wszystkie warstwy żałosnych prób i błędów w uzyskaniu reliefów to po drodze wylądowało by to i tak w koszu. Ważne są następujące elementy: szablon, pasta strukturalna do wykonania reliefów, pasta strukturalna z efektem ceramiki, papier ścierny, bitum i lakier. No i oczywiście rzeczona surówka. A pastę z efektem ceramiki poznałam u Doroty i jeszcze fajną maszynkę do wycinania motywów, z której na pewno skorzystam i w fajnym towarzystwie czas spędziłam, kawę wypiłam (i ciacho wciągnęłam ale z tym sza! ;). Emocje we mnie jeszcze nie wygasły choć tydzień już minął więc dzielę się z nimi nocą, pozytywnie :) Mam nadzieję, że moje "ceramiczne" serducha przypadną Wam do gustu...

sobota, 2 lipca 2011

Z kim spotkałam się w Lubinie



To zdjęcia pewnie już znacie bo pochodzą z relacji ze Zdolnych Rąk, które organizowała Lena. Kto nie był niech żałuje bo widziałam dziewczyny warsztatujące z pasją w oczach a wieczorem (jak widać) dobrze się bawiliśmy. No i to jest fajne, że można blogowe koleżanki spotkać w realu. Żałuję, że nie udało mi się spotkać z Brises bo umówiłyśmy się na wymianę uścisków :( Może następnym razem...
Bardzo dziękuję za Wasze komentarze pod poprzednim postem, szczególnie przypadła mi do gustu nazwa "miaucoupage" :) Na razie wiem, że koty się spodobały czekam jednak na jakąś oficjalną informację i drobne sugestie, które się pojawiły, zobaczymy, sama jestem ciekawa jak to się skończy.
Właśnie sobie uświadomiłam, że nie widziałam jeszcze zdjęć z Festiwalu. Dziecię moje, zaniedbujesz mnie !!! ;)