sobota, 16 lipca 2011

Wrażeń ciąg dalszy...



Kolejna porcja wrażeń. Po recyklingowej zabawie u Katriny, przed kolejnymi warsztatami, próbowałam wypić kawę, porozmawiać ze znajomymi i jeszcze zrobić kartkę z mapki. W 20 minut, co okazał się mało wykonalne :) Ale nie ma tego złego, kartkę wykończyłam (jak już pisałam) w domu i zgłaszam ją na czwartkowe wyzwanie w Kwiecie :)
Co mnie zachwyciło to fakt, że do wykonania mapki na zlocie mogłam korzystać z zawartości ogólnie dostępnego kartonu z napisem "na wyzwania, można korzystać". Z moich zasobów pochodzi jedynie zawijasek i szydełkowy kwiatek :).
Wracając do wrażeń ze zlotu przemieściłam się na warsztaty z szycia prostego prowadzone przez Wolfann. Proste jedynie z nazwy ale efektowne :)

Pracowałyśmy na pociętych przez Anię kartkach, próbowałam w domu zrobić to samo, masakra ...
Jutro chcę odtworzyć ten ścieg, na razie kiepsko to widzę, dobrze, że robiłam notatki :)
Skończyłyśmy gdy kończyła się giełda dzięki czemu szaleństwu zakupów oddałam się jedynie w sklepach. Właściwie to chyba w każdym narobiłam zamieszania próbując odebrać swoje zamówienia. Dlaczego? Bo próbowałam odebrać w tych, w których akurat nic nie zamówiłam a tam gdzie faktycznie coś miałam do odbioru upierałam się przy dwóch numerach zamówienia (bo w jednym tak naprawdę podwójne miałam :) Najśmieszniejsze jest to, że jeszcze w domu wypisałam sobie wszystko w notesie: nazwę sklepu, numer zamówienia i miałam to przy sobie w torebce...
Potem zrobiłam pierwszy pokaz decu, próbując wykazać różnice w spękaniach jednoskładnikowych w zależności od tego czym i jak nakładamy kraka. Błąd zrobiłam podstawowy bo nie mając w domu małego opakowania jasnej farby posiłkowałam się zakupioną na zlocie. Nie znałam konsystencji, nie wstrząsnęłam przez co efekt był tak cienki jak ta farba :(
Po chaotycznej ewakuacji przemieściłam się na warsztaty z fimo u Stefci. Można powiedzieć, że liznęłam podstawy :)

Na koniec dnia pierwszego jeszcze mój identyfikator, który zgłosiłam na zlotowe wyzwanie. Chyba widać, że ja to ja ;)

Teraz stanowi główny ozdobnik mojego zapiśnika, tak żeby nie było wątpliwości, że jest mój :) Zdjęcia zapiśnika, właśnie stwierdzam, że nie posiadam, dziecię nie dopilnowało :( W takim razie pokażę następnym razem pisząc parę słów o niedzieli...

1 komentarz:

rozanecznik pisze...

Och mogę tylko powzdychać. Zazdraszczam tego liźnięcia fimo:)
A identyfikator- bajka. Buziaki:)