środa, 16 lutego 2011

Tak mógłby wyglądać Raj




Może trochę nabluźnię, ostrzegam, kto nie chce nich nie czyta :) Ale zanim zacznę to dziękuję serdecznie za wszystkie odwiedziny, komentarze, życzenia i ciepłe słowa. Dodajecie mi skrzydeł :)
Wracając do Raju. Siódma pobudka (to w ramach pokuty), kawa i szybka logistyka. Narty na ramię, buty w garść, na głowie kask i do samochodu. Kierunek Spindlerovy Mlyn. 8:15 buty na nogach, kasa, karnety i na kanapę. Dobra godzina żeby zacząć, wyratrakowane stoki, narciarze w większości śpią, na stokach pasjonaci. Trasy nowe ale zaskakująco przyjazne. Na końcowym odcinku kanapy ziąb wykręca szczękę. Panowie obok wyciągają piersiówkę, w czeskim kraju więcej Polaków niż Czechów. Jazda góra-dół do 12:00. Ostatni zjazd, parkuję dwie minuty przed czasem, mogę się wciągnąć jeszcze raz ale nogi już nie słuchają. Pakujemy się do samochodu i wracamy. Odczarowałam Spindla, już więcej nie muszę tam jechać. Wracamy do domu, gorący prysznic, gorąca zupa i spać. Śpię trzy godziny, rochlik pod ciemne piwo, narty na ramię i maszerujemy na nocną jazdę. I znów, wyratrakowany stok, góra-dół, góra-dół, gorący prysznic, zimne piwo... Czy tak nie mógłby wyglądać Raj? Kto zażywa tego sportu rozumie, kto nie miał okazji gorąco polecam. Ja zaczynałam późno, dziecię już miało chyba z siedem lat. Mogę żyć bez wyjazdu latem, bez nart nie wyobrażam sobie zimy...
A w wolnej chwili powstają kolejne brochy. Wydaje mi się, że mają swój charakter więc zasłużyły na swoją indywidualną nazwę. Przedstawiam więc Trzpiotki

1 komentarz:

Pappu pisze...

:) to swietna zabawe mieliscie :* az zazdroszcze, tez z przyjemnoscia bym pojezdzila ale mnie sie cieszko w zimna pogode zmobilizowac... ja z tych co gorace klimaty preferuja;)
broszki super rewelacja ;)