środa, 1 września 2010

Pogromca mitów



Ten post musi wyprzedzić kolejny opis plenerowy ponieważ boję się, że zapomnę wrażeń, którymi chcę się podzielić. Wczorajszy dzień minął mi pod znakiem wełny. A to dlatego, że w poniedziałek, złamawszy swoje deklaracje, wpakowałam dziecię do wozu i pojechaliśmy do Kreatywnie po wełnę. Dziewczyny mają całkowitą rację: jest cudna w swej kolorystyce i strukturze (a może fakturze?).
W mojej ulubionej sieci sklepów "U Żywaniego" nabyłam kiedyś piękne, bawełniane, rzadko tkane zasłonki w delikatnym żółtawym kolorze. Mając już wełnę zapragnęłam zrobić z jednego kawałka szal. I się zaczęło "obalanie" mitów.
1. Jeżeli ktoś będzie wam opowiadał bajki o kilkugodzinnym rozkładaniu wełny- uwierzcie mu na słowo, zaczęłam z poranną kawą skończyłam na obiad (zachciało mi się obłożyć całą powierzchnię).
2. stół kuchenny nawet dla osoby mego mizernego wzrostu jest stanowczo za niski do komfortu pracy ale innym nie dysponuję stąd dziś chodzę zgięta jak scyzoryk
3. przy filocowaniu pracy tych gabarytów następnego dnia czuje się ramiona- oj, czuje!
4. nawet przy użyciu dobrego mydła z dłoni schodzi skóra- dzisiaj moje ręce wyglądają STRASZNIE!!!
Wszystkie mity zostały więc podtrzymane, słuchajcie uważnie waszych instruktorów i ufajcie ich doświadczeniu :-)
Nie wątpię, że gdyby Dorota z Basią widziały moje wczorajsze zmagania to ze śmiechu tarzałyby się po podłodze:
1. posiadane przeze mnie arkusze folii bombelkowej były o 20 cm. węższe od szala i oczywiście dużo krótsze więc musiałam ją sztukować, co nie ułatwiało pracy a wręcz powodowało, że zwoje materii do "wyturlania" i ugniatania były dużo większe
2. do wzmocnienia rulonu, pomna nauki z warsztatów, powinnam mieć jakąś dźwignię. Takowej w domu nie posiadałam więc użyłam kija od szczotki
3. co więcej szal w poziomie próbowałam rolować na całej szerokości!!! bo zapomniałam, że można go przecież złożyć przynajmniej na pół
4. szczęście, że dziecię miało jeszcze wakacje bo pomogło przy rolowaniu ale mam wrażenie, że kiedy zobaczył wspomniany kij to zastanawiał się nad moim stanem umysłowym.
Szal wyszedł, pięknie się skreszował ale prawie zachował swoje pierwotne rozmiary ponieważ bawełna nie była tak podatna jak jedwab. Jednak kolory wełny uległy zmianie, piękny jasno cytrynowy kolor po wysuszeniu okazał się żółtym, wrzos popadł w róże i szal całkowicie odbiega od mojej kolorystyki. Dlatego "szczęśliwą" posiadaczką została już moja druga chrześniaczka (pierwszej trafił się ten brązowy, robiony na warsztatach).
Na pocieszenie zrobiłam sobie kolejną porcję roladek i kwiatka, z którego jestem dumna bo po raz pierwszy choć trochę przypomina te z pracowni Doroty.
A poniedziałkowe roladki uzyskały już formę koralową i prezentują się jak na kolejnym zdjęciu.

A na koniec "co lubię". Zostałam zaproszona przez Sarnę i ABily więc informuję, że lubię:
1. długo spać
2. poranną kawę na świeżym powietrzu (poranek to oczywiście w moim przypadku pojęcie umowne ;-)
3. ciemne czeskie piwo zimą
4. pszeniczne piwo latem
5. blask i ciepło świec
6. dobrą książkę sensacyjną
7. Ranczo
8. język rosyjski
9. piosenkę francuską
10. Perfect i Zakopower
I już?... a ja mam jeszcze 11 do co najmniej 100! Nie zmieściłam moich robótek ręcznych ale o tym nie muszę pisać bo bywalcy bloga widzą :-)

Kto chciałby podzielić się swoim "lubię" a nie dostał zaproszenia to niniejszym może się czuć zaproszonym przez mnie. Nie wyrywam nikogo do odpowiedzi bo zasady zabawy przypominają wyróżnianie a na wielu blogach dziewczyny zastrzegają, że "dziękują ale nie". Choć ja lubiłam dostawać :-)

4 komentarze:

Peninia pisze...

Ach jakie piękne...zachwycają:)Cudo:)Ciepło pozdrawiam:)

savannah pisze...

Ciekawie sobie poczynasz przy tym filcowaniu, mnie po przeczytaniu relacji z Twoich zmagań trochę ochota odeszła. Czy filcowanie na sucho jest łatwiejsze?
Mam raczej słabe paznokcie, ktąre z pewnością nie przeżyłyby tych tortur. Ale efektów muszę pozazdrościć :)

Trzpiot pisze...

Na sucho jest "inaczej", na pewno nie nadaje się to do dużych form. Ja swojego posta pisałam ku przestrodze, nie po to żeby zniechęcać ale żeby słuchać tych co dzielą się z nami wiedzą:-) Bo ja niestety jednym uchem słucham a drugim wypuszczam więc dodatkowo uczę się na własnych błędach :-) Poza tym jak polecam na początek mniejsze formy, z mojego pierwszego kwiata na mokro do tej pory jestem dumna :-)

Margott pisze...

Wiesz!? Cudnie, że do mnie zajrzałaś, Drga Doris..Miałąm jeszcze w życiu popróbować filcowania ale teraz..nie, dzięki.
Zresztą te rzeczy, któe pokazałaś, zwłaszcza kwiat...poza moim zasięgiem.
Pozdrawiam serdecznie:)
P.S. Do zabwy nie zapraszam, bo już Ktoś był przede mną.