Zakładka, na którą chrapkę miałam już parę tygodni temu gdy zobaczyłam takie u Dorotki. Aż mi szkoda jej używać :), (ona jest jedna tylko w tak odmiennej kolorystyce, niebieska z jednej, brązowa z drugiej strony). Notesik w moich klimatach dostępny w Manufakturze. Ostatnio nosi mnie do scrapków:)
sobota, 23 kwietnia 2011
Scrapki
Zakładka, na którą chrapkę miałam już parę tygodni temu gdy zobaczyłam takie u Dorotki. Aż mi szkoda jej używać :), (ona jest jedna tylko w tak odmiennej kolorystyce, niebieska z jednej, brązowa z drugiej strony). Notesik w moich klimatach dostępny w Manufakturze. Ostatnio nosi mnie do scrapków:)
czwartek, 21 kwietnia 2011
Nawierciłam
wtorek, 19 kwietnia 2011
Kartka wielkanocna

Taką jedną jedyną przygotowałam. Choć szczytne plany miałam żeby w tym roku w końcu przyłożyć się i kartki świąteczne wysłać. Na dobrych chęciach znów się skończyło, w piekle doszedł kolejny kawałek bruku ;) A wszystko to oczywiście przez internet. Dopóki go nie było człowiek pisał i słał, i cieszył się wyjmując kartkę ze skrzynki. Ale gdyby go nie było to nie znałabym większość z Was więc chyba lepiej, że tak się to potoczyło:)
Gdyby nie internet to nie trafiłabym też do Rupieciarni we Wrocławiu mimo, że od pięciu lat zdarza mi się nocować na sąsiedniej ulicy. Dzisiaj weszłam i nie wiedziała, które stemple wybrać. Jak już po dłuuuuugiej chwili wybrałam to połowę odłożyłam bo trafiłam na ćwieki ze wskazówkami zegarów, cudo. I turkusowy tusz Latarni Morskiej, znów zostawiłam kasę ale tak trudno mi się oprzeć.
A na koniec fragment z życia blondynki. Przemieszczałam się dziś po tym Wrocławiu środkami komunikacji miejskiej. Pominę, że na właściwy środek byłam kierowana za pomocą gps-dla ubogich;) tzn. ja szukałam przystanku z telefonem przy uchu a kolega z drugiej strony googlał próbując mnie naprowadzić na właściwy przystanek. Było mu trochę trudno bo miotałam się dookoła dworca we wszystkich kierunkach. W końcu udało mu się wsadzić mnie zdalnie do właściwego tramwaju gdzie jako praworządna blondynka rzuciłam się od razu do kasownika. Wciskam bilet, który w żaden sposób nie chce wejść do szczeliny, tramwaj pełen ludzi w końcu słyszę litościwe głosy "proszę pani, kasuje się TAM". "TAM" to znaczy gdzie? szukam wzrokiem i nie widzę, pokazano mi więc palcem. Nic dziwnego, że nie widziałam: pomarańczowy kasownik był sześć razy mniejszy od automatu do sprzedaży biletów, w który próbowałam pierwotnie wcisnąć mój bilet, technika. Technika i ja to dwa rożne światy ;)
niedziela, 17 kwietnia 2011
Takie sobie jajo
Kupiłam kilka jaj ze styropianu, którego zresztą nie znoszę. Właściwie bez zastanowienia bo do zdobienia decu moim zdaniem się nie nadają. Jak zwykle zadziałał przypadek. Wydmuszka, którą próbowałam okleić sznurkiem zgniotła się na końcowym etapie pracy więc ze złości sięgnęłam po takie, które stłuc się nie ma prawa. I wyszło co wyszło. Z rozpędu okleiłam jeszcze drugie i pewnie poszłyby kolejne gdyby nie skończył się sznurek. Ale tylko z tym jednym zrobiłam coś więcej. Teraz myślę jak uszczęśliwić to drugie ;)
sobota, 16 kwietnia 2011
Jarmark w Szreniawie

Parę fotek z moimi nabytkami ze Szreniawy. I tak kupiłam mniej niż miałam ochotę. Były jajka przeciętne, piękne i przepiękne. W zachwyt wpędziła mnie przepiękna, ręcznie malowana gęsina na wysoki połysk, oraz inna malowana na bieżąco gorącym woskiem. Niestety cena zdecydowała, że nie w tym roku. Z założenia popierając rękodzieło stałam się właścicielką tych na zdjęciu. Maleństwa są oczywiście przepiórcze. Dla dziecięcia przywiozłam sweetnego straszaczka ze skarpetek, nie szkodzi, że różowy :) A w azaliach kryje się drewniana ptaszyna.
Oczywiście jak na każdej tego typu imprezie artyzm sąsiadował z kiczem, jakość z jej złudzeniem, smakowite wędliny i pachnący chleb z goframi itd, itp. Zawsze zastanawia mnie kto decyduje o asortymencie na takiej imprezie bo co wspólnego z Wielkanocą mają płócienne kapelusze albo zakopiańskie kapcie? A moje jaja powiercone, poklejone, częściowo podmalowane. Po pierwszym doświadczeniu chciałbym żeby były perfekcyjne. Zrezygnowałam z klasycznej konturówki, którą malował mi się źle na rzecz starego nabytku to tkanin z efektem 3D. Na pierwszych jajkach wygląda i trzyma się całkiem nieźle. Zobaczymy co będzie dalej...
I jeszcze legenda:
1. ceramiczne
2. zdobione kawałkami gałązek
3. frywolitka
4. pokryte materiałem
5. sznurek i sitowie
6 i 7 konturówka
8. kolejny materiał
9. ziarna i makaron
10. ręcznie malowane przepiórcze
a dalej już wiadomo :)
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
A miało być jajecznie...

Miałam wiercić jajka jednak okazało się, że nie mam odpowiedniego sprzętu. Ograniczyłam się więc jedynie do ich zaprojektowania i poscrapowałam. Eksperymentowałam z ciepłym embosingiem i rzeczywiście cudownymi tuszami Distress Ink. Przy poprzednim notesie nie napisałam, że papier robiłam całkiem sama, właśnie z pomocą tych tuszy. Muszę też podziękować Lence bo to dzięki jej prezentacji wzięłam do ręki puder i Glossy accents, które też namiętnie teraz używam :)
Zrobiłam też nowy talerz zgodnie z koncepcją, którą sobie wyśniłam. Zrobiłam i zmyłam bo serwetka miała jednak inną koncepcję:). No cóż, widocznie jednak nie dane mi wyjść poza Holandię...
środa, 6 kwietnia 2011
Pękana Holandia
Mam mieszane uczucia. Talerz powstał w miejsce jednego z moich pierwszych, który trafił nieopatrznie do zmywarki. I całe szczęście, bo tych pierwszych prac z całego serca się wstydzę. Ta poprawka odczekała swoje bo za żadne skarby nie mogłam się zmobilizować do pracy. W końcu decyzja- motyw holenderski, spękania jednoskładnikowe i problem z głowy. Co wyszło widać na załączonym obrazku. O spękania mi chodzi oczywiście bo efekt ma niewiele wspólnego z oczekiwanym. Wiem dlaczego- stara gąbka i przesuszony preparat. Zastanawiam się jednak: zmyć czy zostawić bo niechcący uzyskałam dość ciekawą "gramaturę". Zostawić? Zmyć? Zmyć? Zostawić? Jest też błąd, który po tylu latach zabawy nie miał prawa wystąpić ale stało się, wprawne oko od razu wypatrzy :) Praca na poziomie początkującym ale jednak coś w sobie ma.....
niedziela, 3 kwietnia 2011
Weekendowy urobek
Weekend minął nie wiem kiedy. W zasadzie niewiele zrobiłam, większość czasu przeznaczając na śledzenie zagadek rozwiązywanych przez Herkulesa Poirot :) Notesik zrobiłam chyba dla siebie, w podobnej tonacji machnęłam też zeszyt na usprawiedliwienia dziecięcia, ciekawe co powie wychowawczyni gdy to zobaczy? ;). Zawieszka na prośbę pewnej sympatycznej Miśki, mam nadzieję, że się spodoba. Machnęłam jeszcze dwie broszki w czasie Rancza i pieszczę talerz, który obiecałam zrobić już pół roku temu. Idzie opornie bo nie miałam na niego pomysłu. W końcu poszłam na łatwiznę i będzie pękana Holandia. Jak skończę to poddam pod publiczny osąd ;)
sobota, 2 kwietnia 2011
Nowe zabawki :)
Spróbowałam zabawy z Paverpol-art. Na warsztatach robiliśmy biżuterię, ja oczywiście broszki :). Efekt jak na zdjęciu. To co grafitowe, po pociągnięciu srebrnym akrylem metodą "suchego pędzla" wygląda jak metaloplastyka a tak naprawdę jest kombinacją koronki i lnu. Broszka z górnego zdjęcia podoba mi się BAAAAARDZO. Preparat miał odcień matowego grafitu. Korzystaliśmy również z transparentnego preparatu (biały element na dolnej broszce) ale po wyschnięciu materiał wygląda jak plastik. Nie do końca podoba mi się więc ostateczny efekt. Kupiłam wiaderko transparentnego, żeby było ciekawiej zadłużając się u zaprzyjaźnionych dziewczyn i będę próbować z mieszaniem kolorów. Mam nadzieję, że się da :)
niedziela, 27 marca 2011
Jedenaście kwiecistych wydmuszek. Ciekawie się prezentują w tzw. "kupie" ;) choć nie z tą myślą były robione. Po prostu na tyle starczyło mi motywu z serwetek zakupionych w czasie ostatniego wypadu do Doroty. Miałam go w planie ale wypadł nietypowo, w budynku (w pracy) ogłoszono ewakuację z powodu głupiego telefonu o podłożeniu bomby. Sprawdzanie budynku wraz z sąsiednim trwało trzy godziny, dopiero po tym czasie pozwolono nam wrócić. Wykorzystałam więc ten czas na odwiedziny, skoczyłam też po przekładki biżuteryjne (to te wykończenia na czubkach jaj). Tym razem poznęcałam się też nad gęsiną zakupioną dwa lata temu, w końcowym efekcie (z wczorajszą jajecznicą) zrobiłam w tym roku 16 kaczych, 6 gęsich wydmuszek i 10 jaj z pleksi. Imponujący dorobek zważywszy moje niechcenie. Sezon jajeczny uważam tym samym za zamknięty ;)
Zapomniałam.... przecież zapisałam się na wiercionki Sylwi Serwin w kwietniu. Z tego powodu mam zakamuflowaną resztę gęsiny. Wiecie, że ja nawet nie za bardzo lubię jeść jajka?
sobota, 26 marca 2011
Jajecznica
Przerobiłam 22 wydmuszki na Wielkanocny stół, część się jeszcze suszy więc fotki pojawią się jutro. Ilość (wydmuszek) godna jajecznicy dla Gustlika. Teraz chyba mogę wrócić do moich Trzpiotek?
Nie dotrzymałam słowa i wczoraj pomiędzy kolejnymi warstwami lakieru wyciągnęłam papiery, stemple i eksperymentowałam z pudrem do embosingu. Na razie posiadam tylko czarny ale i tak dostarczył mi całego katalogu wrażeń: od zdziwienia, zniechęcenia, po uśmiech tryumfu. Pierwsze próby stanowiły całkowitą klęskę, trochę trwało zanim puder przestał wykruszać się pod palcami, nadal jednak częściowo pozostaje poza wzorem zasadniczym. Ale jak na uparte babsko przystało nie dam się i dojdę do perfekcji :). Jednak już dziś wiem, że włączę tę technikę (?) do moich prac na stałe.
Niebieski ;) notesik zrobiłam na prośbę koleżanki, nie wiem jednak czy ilość czerni nie zagłuszyła podstawowej kolorystyki. Ptaszka dostałam od Doroty, dziękuję :) Notesik jak i część jaj ozdobiłam Glossy accents. O ile dał niesamowity efekt na czerwonej kłódce o tyle na jajkach rozlał się zbyt mocno. Na pozostałych wykorzystałam Perlen-Pen kropelki/perełki są wyraźne ale nie udało mi się ich zrobić równych. Niestety od czasu gdy opadły mi pierwsze zachwyty swoimi pracami dostrzegam wszystkie niedociągnięcia i psuje mi to radość z osiągniętych efektów.
U dziewczyn: Doroty i Kasi podpatrzyłam szybki i czysty sposób na przyklejenie wstążeczki czy też koronki przy wykorzystaniu taśmy dwustronnej. Gorąco polecam :)
I na koniec dałam się skusić na ekspresowe cany w Lemonade. Nowe wzory stempelków, z których można dwa wygrać. A jakość z tej firmy osobiście sprawdziłam więc mogę polecić z czystym sumieniem :)
niedziela, 20 marca 2011
Już obfocił
Więc (tak niepoprawnie polonistycznie;) wrzucam wraz z dzisiejszym urobkiem. Rozłożyło mnie trochę, jaja kwiczą i czekają (dobrze, że nic się z nich nie wykluje;) więc kawałek wczorajszego dnia poświęciłam na ich pieszczenie. Teraz faza lakierowania, nie wiem czy przy moim chceniu nie skończę jej kolejną wiosną. Wszystko to sprawia, że zawieszam na chwilę trzpiocią produkcję, muszę wywiązać się ze zobowiązań. Taką przynajmniej na dzisiaj podjęłam decyzję, a że kobieta zmienną jest...zobaczymy...
A Trzpiotki znaleźć można oczywiście Tutaj
sobota, 19 marca 2011
piątek, 18 marca 2011
"Lubię zapach pomarańczy"
Te Trzpiotki mają intensywny, przepiękny kolor dojrzałej pomarańczy. Nie zdążyłam ich wstawić do Manufaktury bo zafascynowały swoich nowych właścicieli. I dobrze się stało bo dziecię miał ogromny problem, żeby oddać te kolory na zdjęciu i nie do końca mu się to udało. Kolor jest tak piękny w naturze, że chyba zrobię sobie podobną. Jak wiadomo szewc bez butów chodzi :)\Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa jakie zostawiacie w komentarzach pod moimi broszkami. Wczoraj nabyłam nowe materiały, jutro uzupełnię zapasy organzy i będzie się działo ;)
poniedziałek, 14 marca 2011
Nic na to nie poradzę...
Nic nie poradzę, że lubię starocie :) Chciałam przy niedzieli coś scrapnąć wykorzystując nabytą ostatnio wiedzę. W ręce wpadły mi darowane ptaszki, przypomniałam sobie czego dowiedziałam się o papierach dwustronnych i siadłam do pracy. Samo wyszło takie stare ;)
Dorobiłam się na facebook'u konta Manufaktury będzie mi miło jeżeli polubicie :)
sobota, 12 marca 2011
Jajeczne początki


Wzięłam się za jajka. Na razie te z pleksi, zainspirowana pomysłem Doroty. Moja wersja jednak uboższa. Czekają gęsie wydmuszki zamówione i zakupione jeszcze w zeszłym roku. Z dziesięciu, które zasadziłam ;) w doniczkach po naklejeniu motywu pozostało osiem. Jednej przysłużyło się dziecię, drugą zabawiła się kotka. Jest szansa, że część z nich dotrwa do Wielkanocy, pytanie w jakim stanie? ;)
Muszę się wziąć do roboty. DOROTA WEŹ SIĘ W KOŃCU DO ROBOTY!!!!!! Takie hasło powinnam rozwiesić dookoła siebie na wysokości oczu. Dobrze, że zleceniodawca czeka...
A ja w tym czasie spowiłam nowe Trzpiotki. Ta na zdjęciu to tylko zajawka zapraszam do Manufaktury. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu :) Na obfocenie czekają jeszcze pomarańczowe, piękny, ciepły kolor niestety na zdjęciach wyszło coś tragicznego i dziecię musi zrobić kolejne podejście. A zrobiłam jeszcze siedem w tak zwanym międzyczasie ale w świat już poszły...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
- codziennik (115)
- scrapki (115)
- Czego Jaś się nie nauczył... (111)
- candy i inne zabawy (43)
- biżuteria (35)
- decu (31)
- ceramika (16)
- Trzpiotki (9)
- moja muzyka (6)
- Czego Jaś się nie nauczył... scrapki (2)
- beading (2)
- filc (2)
- kursy (2)
- na szyję (2)
- Czego Jaś się nie nauczył...scrapki (1)
- fimo (1)
- podróże (1)
- sc (1)
