sobota, 30 stycznia 2010

Wymianka noworoczna




Wzięłam udział w wymiance noworocznej u Kasi. Przyszła do mnie Ogrooooomna paczka od Tuśki
Czegóż w niej nie było...Przede wszystkim dwa świetne kawałki drobiu ;-), które momentalnie wkomponowały się w puste miejsce na regale. Cały stos serwetek, które ucieszyły mnie niezmiernie bo sama nie śmiem już żadnej do domu przynosić bo wysypują się z kartonu. A tu proszę, nowe wzory i nikt nie może powiedzieć, że to ja zawiniłam ;-). Torebka włoskich orzechów, na które zaraz rzuciłam się z młotkiem ale na szczęście znalazł się dziadek, superaśny koralikowy breloczek, kalendarz do samodzielnego wkomponowania zdjęć i kartka. Zobaczcie jakie bogactwa!

sobota, 23 stycznia 2010

Przed i po...




Ten wzór już wykorzystywałam wcześniej. Tak jak pisałam, na serwetce wzór ma układ rombu więc żeby go wykorzystać trzeba pobawić się pędzlami. Dziecię twierdzi, że zbyt mocno wyeksponowałam chodnik, coś w tym jest...




Kto zgadnie co domalowałam wewnątrz?

niedziela, 17 stycznia 2010

Goniąc trendy



Długo to trwało ale w końcu zabrałam się za pracę z szablonami (to trend numer jeden). Podaje również przepis na efekt pokazany na załączonych zdjęciach (to trend numer dwa).
Na jedną drewnianą zdobiona szablonami skrzynię bierzemy więc:

a) materiały
- skrzynię drewnianą, używaną, w Czaczu zakupiona za złotych 20
- bejcę "ugier złoty" z marketu budowlanego(ale nie mojego ulubionego więc reklamy nie będzie, tym bardziej, że obecnie żadnego wyboru tam nie mają) złotych 7
- papier z notatnika Leonarda, zakupiony dawno temu z myślą o wykorzystaniu właśnie w ten sposób, za to ceny nie pamiętam :-(
- cud koronka z wyprawy do Nowego Tomyśla, cena rozpustna ;-)
- podkład Dali użyty pod warstwę papieru,
- pasta strukturalna Stamperii, zakupiona do całkiem innego celu,
- farba olejna brązowa,
- farba akrylowa do drewna i metalu Dekoral- biała
- farba akrylowa do decu- cappucino
- lakier akrylowy Domalux
- taśma malarska
- klej litrowy "trzy w jednym"- Heritage
- terpentyna balsamiczna

b) narzędzia
- pędzle różnej maści,
- szpachelka z tego samego marketu budowlanego, z cyklu "wszystko po złotówce"
- szlifierka użyta do usunięcia ze skrzyni bazgrołów po pierwszych posiadaczach, moja własna ale żaden cud
- dziecię użyte do prowadzenia szlifierki- bezcenne
- paleta do mieszania farb- darowana, kolor pierwotny- nieodgadniony
- pojemnik na lakier- miseczka z tegoż samego Czacza, niewiadomego przeznaczenia
- szablon z grudniowego wydania Werandy, użyty dubeltowo
- papier ścierny
- ręcznik papierowy

c) wykonanie

dół skrzyni:
- bejca na całą powierzchnię (z lenistwa)
- taśma malarska na oczekiwanej wysokości
- podkład na powierzchni wyznaczonej taśmą
- klej pod papier i na skrzynię, a papier na powierzchnię skrzyni

wieko:
- tuszowanie działalności dziecięcia poprzez przetapowanie wieka białą farbą
- przymocowanie szablonu taśmą i pokrycie pastą strukturalną,
- przeszlifowanie papierem ściernym
- pokrycie powierzchni białą farba metodą "suchego pędzla"- pudło, farba wydobyła błędy przy nakładaniu pasty (tam gdzie "wyszłam" poza szablon)
- pokrycie powierzchni farba olejną metodą postarzanie/patynowanie- pudło, farba jeszcze mocniej pokreśliła błędy
- terpentyna użyta do usuwania skutków powyższego
- biała farba- tapowanie
- rozwodniona farba cappucino ściągnięta następnie ręcznikiem papierowym
- biała farba- suchy pędzel

I victoria!!

- lakier, lakier, lakier........

wykończenie:
- koronka przyklejona klejem "magic"

I już, uf.....Co ciekawe taki, tzn. zadowalający mnie efekt końcowy uzyskałam dzięki temu, że żadna kolejna warstwa na wieku nie została do końca usunięta, o co zresztą chodziło.
Uprzejmie też informuje drogich czytelników, że o ile można u mnie nabyć produkty mojej pracy to dziecię nie jest towarem przeznaczonym do nabycia lub wymiany. Możliwość wypożyczenia podlega negocjacji co do warunków. Odchowane, odżywione, czasami nawet chętne do współpracy ;-))

I wyróżnienie piękne dostałam od Ani, dziękuję :-))

czwartek, 14 stycznia 2010

wymianka mikołajkowa



Dzisiaj uświadomiłam sobie, że nie pokazałam obrazków jakie robiłam w ramach wymianki w Krainie Czarów. Zauroczył mnie ten niebieski motyw i właśnie wykorzystuje go na herbaciarce. Zdjęcie za trochę, jeszcze dużo pracy przede mną. Motyw na serwetce układa się w kształcie rombu i wszystko ponad domalowywałam ręcznie. Z duszą na ramieniu. Rower dzięki temu ma pogiętą felgę w przednim kole ale z drugiej strony kto z Was w może pochwalić się, że w ostatnim czasie próbował namalować rower? Apandana domalowała konia i tu uznaje jej wyższość ;-)) No i zdjęcie przed lakierem więc widać farfocle ;-). Za to na drugim obrazku, żeby nie było wątpliwości to 3D a nie zaniedbania w szlifowaniu ;-))
Wracając do wymianki ja niestety dostałam jeden obrazek ale za to śliczny. Dziękuję Joasi jeszcze raz :-)

wtorek, 12 stycznia 2010

Czacz- dla Any-es

Anya, Czacz to wioska pomiędzy Kościanem a Lesznem. Wioska, w której przynajmniej połowa mieszkańców żyje ze sprzedaży używanych rzeczy. Kiedys w każdym zabudowaniu, w szopie, stodole itp można bylo wybierać wsród najróżniejszych cudów od szafy "gdańskiej" do wazonika z gliny, poprzez doniczki, lampy, sztućce, wiklinę, meble ogrodowe itp. Teraz widać specjalizację, są na terenie wioski place gdzie jednek obok drugiego stoją tunele, w których wynajmowane są powierzchnie "wystawowe". Są też "wystawcy", którzy prezentują meble już po renowacji, te mnie nie interesują, nie ma zabawy jak kto zrobi lifting za ciebie ;-) Jadąc do Czacza nie możesz wrócić z pustymi rękami. I co ważne otwarte jak w centrach handlowych ;-)również w niedzielę (tylko nie pamiętam do której, w soboty do 16)

niedziela, 10 stycznia 2010

zima, zima, zima...


Mam na warsztacie kilka rozgrzebanych prac w stanie nie nadającym się na razie do prezentacji. W międzyczasie machnęłam lampę- latarnię, którą kiedyś przywiozłam z Czacza. Niestety nie mam w domu ściany na tle której mogłam ją zaprezentować więc przy okazji krajobraz za oknem ;-) Ściany w salonie mam nadzieję zmienić w tym roku. Spaczone poczucie estetyki poprzedniego właściciela sprawiło, że salon pokryty jest tapetą w granatowo-złote pasy i wykończony granatowo-złotym pasem bogato zdobionym w ornamenty. Dom zresztą miał wiele ciekawych przypadłości, których w gorączce i potrzebie zakupu nie zauważyliśmy: brak drzwi i futryn na piętrze, okna w pokoju dziecięcia uchylne ale się nie uchylały, lufcik jako jedyne okno w naszej sypialni, brak okna w łazience, płyta wiórowa zamiast podłogi na całym piętrze, brak listew przypodłogowych na parterze, brak ogrodu. A dla mnie najważniejsze było sprawdzenie czy gdzieś nie wybija się grzyb jak w starym mieszkaniu. W obliczu tych wszystkich niedostatków (z których większość została już usunięta) tapeta w salonie to "pan Pikuś". Zwłaszcza, że salon ma około 50 metrów. Wprawdzie to nie postanowienie noworoczne ale w tym roku chcę tu położyć jasną tapetę. Mam też nadzieję, że uda się zrobić łazienkę na piętrze, wstawiliśmy już tam okno, kupiliśmy płytki na ścianę i czeka. Czy Wy też macie wrażenie, że doba jest coraz krótsza i na nic nie starcza czasu?
Śniegu ci u nas dostatek. I wciąż sypie, drobno ale dziecię z nadzieją popatrzyło w okno i powiedziało z rozmarzeniem "niech sypie, może zamkną szkoły?". Paskudny jest bo chyba już za tydzień zaczyna ferie. A po feriach, kolejny rok z rzędu rodzice dają mu gratis tydzień wolnego bo na narty jeździmy razem z Dolnym Śląskiem. Żyć nie umierać i jeszcze mało ;-)). A do zimy stulecia brakuje jeszcze około półtora metra....

niedziela, 3 stycznia 2010

Zielono mi...


Hm.. wszystkie moje ostatnie prace to wariacje na temat zieleni a właściwie pistacji. Najpierw poczyniłam dwa zegary, które swoich właścicieli znalazły pod choinką. Bardzo podobał mi się ryżowiec, który do nich wykorzystałam stąd taki rozmach ;-)



Pod choinką znalazła właściciela również skrzynka na klucze. Wprawdzie potraktowałam ją zieloną bejcą ale motyw został podmalowany pistacją :-)

W ostatnie wieczory powstała herbaciarka, przykład, ze przedmioty martwe potrafią być złośliwe. Kontrastem do położonej na dolna część serwetki miało być ciemno zielone, bejcowane wieko. Na tym wieczku zaś patynowany starym złotem motyw. I były, przez chwilę. Za wcześnie machnęłam warstwę lakieru i motyw zyskał brzydką, mglistą poświatę. Próbowałam ratować kładąc płatki złotej folii i przecierając tak jak kiedyś na pudełku jednak albo położyłam za gruba warstwę kleju albo za szybko zaczęłam przecierać. Faktem jest, że zamiast pięknych przecierek na wierzchu pozostała nieregularna warstwa jakby gumy. Nie szło tego usunąć papierem ściernym, musiałam dokupić do szlifierki gruboziarnisty i dopiero dziecię w ten sposób dało radę. Niestety miejscami powierzchnia uległa uszkodzeniu, które pomimo polerowania uwidoczniło się dopiero gdy położyłam bejcę więc w celu zamaskowania spatynowałam całą powierzchnię wieka. Motyw przy użyciu szablonu nałożyłam ciemno zieloną farbą. Do tego pasował lakier satynowy więc nie mogę się pochwalić lustrzą głębią...



A teraz na warsztacie kolejna skrzynka na klucze. Miała być prosta, wzorki dwóch kluczy wydrukowałam z netu na drukarce atramentowej (bezmyślnie), co ważne bo wydruk nabrał fioletowej, trupiej poświaty. Po naklejeniu na pistację ten odcień wybił się jeszcze mocniej więc pierwsze co zrobiłam to przemalowałam klucze na zielono, starając się wydobyć pierwotny motyw na smokach. Klucze są cieniowane czego na zdjęciach nie widać ale jestem z nich dumna, do malowania mam dwie lewe ;-)) Połączyłam je domalowanym sznurkiem z chwostami. Teraz tylko lakier, lakier, lakier, jeszcze trochę to potrwa.


Pistację potraktowałam przecierkami w odcieniu białej orchideii.
W każdym razie nie zaniedbałam mojej podstawowej, najważniejszej pasji :-)

piątek, 1 stycznia 2010

Mój prezent gwiazdkowy


W prezencie od moich mężczyzn dostałam prezenter do biżuterii. Podmówiłam się bo na obu moich wystawkach miałam problem z zaprezentowaniem moich prac. Przed Świętami cały skręcony zapas udało mi się wyprzedać więc na prezenterze to co skręciłam w pierwszym dniu Świąt.

Na drugą połówkę już nie starczyło więc dzisiejszy dzień wyciągnęłam warsztat i poskręcałam jeszcze trochę. Wszystkie można zobaczyć w mojej galerii na fotosiku.


Pora roku nie sprzyja jakości zdjęć :-(

I jeszcze remanent u Mamoon trudno przejść obok obojętnie :-)

czwartek, 31 grudnia 2009

Kryzysowy bałwan?


Dziecię lepiło bałwana....
Ma około 30 cm (bałwan nie dziecię), zamiast kapelusza czułki z cebuli a jedyna w domu marchewka została zagospodarowana jak na zdjęciu. A śniegu ci u nas dostatek :-)))




Również na choince, to moja śnieżna frywolka..



Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Aby kreatywności nie zabrakło nikomu kto tu zagląda a każdy kolejny "tforek" przynosił ogrom satysfakcji. I żebyśmy spotkali się tu znów za rok. Happy New Year!!!!

środa, 30 grudnia 2009

Znalazłam w skrzynce :-)


W skrzynce na listy znalazłam życzenia. Okres około świąteczny więc pewnie to nic dziwnego ale w moim przypadku to nie jest normalne. Po pierwsze jestem strasznie niewdzięczną osobą i nie wysyłam kartek, z żadnej okazji. Mamy z Mamą układ Ona pisze ja kupuję znaczki i obie strony są zadowolone ;-))
Po drugie kartka przyszła od Funii. Zrobiło mi się tak strasznie miło, ciepło......

niedziela, 27 grudnia 2009



W tym roku po raz pierwszy choinkę ubieraliśmy samodzielnie z dziecięciem. Hasłem przewodnim było "nic z chińszczyzny" a tłumacząc na nasze wszystko miało być "hand made". I tak na naszej choince znalazły się: frywolne śnieżynki(moje i Any-es), robione przeze mnie bombki, dzwonki i zawieszki decu, szydełkowe śnieżynki z "Anielskiej Wigili" na naszym Rynku, ozdoby z masy solnej zakupione na Jarmarku w Trzemesznie, dzwoneczek ze sznurka z Jarmarku Rękodzieła i Przedmiotów Artystycznych, pierniczki z art-wymianki a z komercji jedynie piernikowe serca z Ikei. Zamiast łańcucha piórka na żyłce. I białe lampki. Efekt końcowy bardzo nam się podoba...

sobota, 26 grudnia 2009

Jolinkowe cudeńka


Nareszcie mogę pokazać śliczności, które na moją prośbę zrobiła Jolinka. Królisia dla Julii mojej siostrzenicy i anioł dla Mamy




Anioła można podziwiać z obu stron. Piękne prawda? Jak wszystko co schodzi z Jolinkowego warsztatu :-)

czwartek, 24 grudnia 2009

Wesołych Świąt!!!

Każdej osobie, która do mnie zagląda chciałabym życzyć ciepłych, rodzinnych i spokojnych Świąt. A w nadchodzącym Nowym Roku kreatywności, natchnienia i spełnienia najskrytszych marzeń. Pod moją choinką znalazłam same cudeńka: do scrapów, frywolitek, biżu, decu.... Mam nadzieję, że u Was też. Wszystkiego najlepszego!!!

niedziela, 13 grudnia 2009

final countdown

To nie tak, że ze mnie taka lingwistka ;-)) ale pół godziny przed zamknięciem kiermaszu dwie klientki sprawiły, że na naszym stole powiało pustką. Oczywiście nie było "biorę wszystko" ale czuję się usatysfakcjonowana. Największym powodzeniem cieszyły się talerze, z mojego poprzedniego najazdu na Ikeę nie zostało już nic, ale to cieszy :-))
Na pewno będę zaglądać na stronę DK Trezmeszno. Pani Małgosia zaproponowała mi prowadzenie warsztatów z frywolitek. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie.....

w międzyczasie...


Czekając na klientów wstawiam zdjęcie stroika, który ostatnio otrzymałam w ramach art-wymianki. Choinka jest bardzo oryginalna, pomysłowa, tylko do zdjęci musiałam ja położyć. Dziękuję serdecznie :-))

sobota, 12 grudnia 2009

Się wystawiam :-)




Dzisiaj i jutro z dziecięciem jesteśmy na kiermaszu rękodzieła w Trzemesznie. Organizatorem jest Dom Kultury, który zapewnił sympatyczną atmosferę i chłodek z kaloryfera bo akurat trwa remont pieca :-(( W pewnej chwili nawet się tego nie odczuwało ale teraz siedzę przy kaloryferze i mam wrażenie, że wiatr hula mi po plecach. Pewnie za chwilę wstanę i przejdę się po wystawcach. Policzmy: my, obok koło gospodyń wiejskich, następnie biżuteria z koralików, potem tekstylia (?)- pokrowce na komórki, woreczki, itp. następnie znów biżu tym razem drewniane, modystka, kolejne biżu, w tym również filc i "wsio".
Kiepściuchno to widzę. Wprawdzie jedna klientka zakupy zrobiła ale teraz pustki kompletne. Dziecię znudzone, ja zmarznięta.....

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Obiecałam, dotrzymuję :-)



Dziś o wyróżnieniach, które do mnie trafiły w ciągu ostatnich tygodni. Tak więc od Cris, od K, i
Truskaweczki. Bardzo Wam dziewczyny dziękuję :-) Postaram się przekazać je dalej tylko muszę dokonać bardzo trudnego wyboru tylko 10 spośród tylu wspaniałych blogów i ich właścicielek. A to straaaaasznie trudne.
Jeszcze trochę z innej beczki, zbliżające się Święta to nie ukrywajmy czas żniw. Wygrzebałam się już z talerzy choć ostatni czeka na lakier, skończyłam z bombkami, porobiłam zamówienia i okazało się, że nie mam jeszcze prezentów gwiazdkowych!! "A tu zima akurat, chwycił mróz i śnieg już spadł"... No z tym śniegiem a nawet mrozem to przesada ale Święta tuż. Dodatkowo dzisiaj wieczorem telefon, "dasz radę zrobić mi dwa lampiony, na czwartek?".... Spadł mi kamień na palce gdy okazało się, że na szczęście chodzi o następny czwartek. Strach się bać co to będzie gdy przyjdzie styczeń, uschnę z nudów ;-)) Albo w końcu poczytam wszyyyyyystkie zaległe posty na waszych blogach.....

niedziela, 6 grudnia 2009

Festiwal Sztuki i Przedmiotów Artystycznych


Wczoraj odwiedziłam Targi. Dostałam oczopląsów, padałam na kolana z zachwytu,oczy biegały mi dookoła głowy i chciałam mieć wszystko, no prawie... Ale żeby sobie na to pozwolić musiałabym najpierw ograbić skarbiec NBP albo Mennicę Państwową. Jakie tam były cuda, cudeńka i o dziwo mało decu. Odniosłam wrażenie, że w tym roku królował filc. I anioły, anioły ze wszystkiego: szkła, słomy, masy solnej, drewna, ceramiki.... A ja kupiłam sobie tylko parę koralików w purpurowym kolorze i dziurkacz narożny. Zainspirowały mnie pewne zawieszki, których cena zwaliła mnie z nóg i chcę sobie zrobić podobne oraz kolczyki filcowane na mokro. Muszę się trochę przyłożyć do tej techniki bo wygrałam kapitalny zestaw u Doroty w Kreatywnie. Zastanawiam się też kiedy ja zdecyduję się wystawić. Przed wczorajszą wizytą mówiłam "w przyszłym roku" ale jak stamtąd wyszłam to mam duuuże wątpliwości.
Na ostatnich warsztatach zrobiłam taką bombkę...
Siada mi bateria, jutro więc napiszę parę słów o wyróżnieniach bo kilka do mnie spłynęło w ostatnich tygodniach a w nawale pracy gdzieś mi ta informacja umknęła. Ale już dziś dziękuję tym od których je dostałam :-)

niedziela, 29 listopada 2009

wymiankowe cuda



Pod koniec tygodnia, dzień po dniu czekały na mnie w domu paczuszki z niespodziankami. Pierwsza ze ślicznym brelokiem, z mistrzowsko ufilcowanymi (na sucho, jak przypuszczam) kostkami. Ja tej sztuki nie opanowałam :-( I dodatkowo zapakowana tak, że jeszcze przed rozpakowaniem wiedziałam, że będzie to coś hand made :-) A paczucha przyfrunęła do mnie z Fioletowego poddasza.
W drugiej dwa pyszne serducha i ślicznie zdobione pierniczki od Patrycji. Z trudem opanowałam się żeby ich nie spróbować. Oj, piękna będzie moja choinka w tym roku ...

I trzecia paczka od Justyny z mikołajkowej wymianki z samymi smakołykami. Tyle tego było, że miałam problem aby objąć to w kadrze.




Paczucha miała wszystko o czym można zamarzyć: coś ręcznie robionego (i to zarówno przez Justynę jak i jej Mamę), coś mikołajkowego, serwetki, przydasię i jeszcze pyszną czekoladę. Popatrzcie na te bogactwa. Dziewczyny Wszystkim Wam bardzo dziękuję za te niespodzianki. Sprawiły mi wiele radości. A wiem, że to nie koniec, czekam jeszcze na obrazki z wymianki w Krainie Czarów. Dla mnie Gwiazdka już się zaczęła ;-))

wtorek, 24 listopada 2009

Historii z podróży ciąg dalszy

Dziś mi się nic nie chce więc opowiem o mojej kolejnej podróży. Pracę swą lubię co deklarowałam już nie raz, lubię też związane z nią wyjazdy w różne części Polski. Na szczęście nie jest ich wiele i nie zdążę zbyt zatęsknić za dziecięciem za to odpoczywam od domowego zwierzyńca (co wchodzi w jego skład w zakładce "o mnie"). Dlatego bez oporów zgodziłam się na wyjazd na dwudniowe warsztaty. Swoim samochodem, bo to ważne. Zarówno miejsce jak i czas rozpoczęcia warsztatów pozwalały na spokojne dospanie poranka, wsadziłam dziecię do auta, torbę, torebkę, laptopa i w drogę. Tu będzie dygresja: warsztaty miały być dwudniowe, po nich na noc wracałam do domu następnie wyjazd pod Łódź, kolejne warsztaty, nocleg, przejazd do Wrocka i dopiero do domciu. Ponieważ leniwa jestem torba, o której wspomniałam zapakowana była na pięć dni. To również ważne bo śmieją się ze mnie w pracy, że pakuję się w torbę do laptopa (biorąc ten oczywiście ze sobą). Cóż poradzę na to, że nie lubię tobołków, tobołów, paczek, walizek...koszmar, im mniej tym lepiej. Do sedna więc...jadę, dziecię u boku, samochód przed torami zaczyna się dusić. Ja w panikę bo ostatnio próbowałam zrozumieć jak można zginąć na przejeździe kolejowym? Mnie uczono żeby ZAWSZE się zatrzymać lub maksymalnie zwolnić (i to tylko na strzeżonym). Teraz już wiem jak na pewno można- kiedy samochód rozkraczy się na torach. Wdusiłam parę razy gaz, samochód prychnął i pojechał dalej. Kolejny numer zrobił mi na rondzie, na szczęście akcja gaz,gaz,gaz pomogła. Wysadziłam dziecię i stwierdziłam, że przed dalszą droga podjadę do znajomego serwisu żeby zerknęli mi pod maskę, zwłaszcza, że tam gdzie miałam jechać droga częściowo biegła przez lasy, odludzia i oczywiście tory.
Do warsztatu droga biegnie przez środek miasta, zjechałam na właściwy pas, zatrzymały mnie światła i samochód zgasł. Na amen. Teraz już w panikę nie wpadałam bo warsztat tuż i mogłam tam podejść w trzy minuty tylko jak zostawić samochód na ruchliwym pasie w centrum miasta? Wiem gdzie włączyć światła awaryjne bo na środku deski rozdzielczej mam OGROMNY czerwony przycisk i to właściwie wszystko. Jak się pcha samochód? Bokiem? Z tyłu? Na luzie? Na biegu? Z kierowcą w środku? Bez kierowcy? Wysiadłam i podeszłam do samochodu stojącego za mną... nie czekał tylko odjechał. Zmieniły się na szczęści światła więc kolejny nie mógł zwiać ale kierowca (na oko 15 lat młodszy ode mnie) wykręcił się bólem krzyża i planowaną wizytą u lekarza. Ten za nim nie czekał tylko skorzystał z kolejnej zmiany sygnalizacji i zręcznie mnie wyminął. Mężczyźni!!!???? Bez komentarza. Samochód pomógł mi zepchnąć znajomy "z twarzy" kierowca autobusu podmiejskiego. Chwała mu za to, w białej był koszuli i pod krawatem. Trochę nie miał wyboru skoro znaliśmy się "po twarzy". W małych miastach jest tak, że pół miasta po godzinie już wiedziało, kto (czyli, że ja), z których (rodzice, dziadkowie etc...) zablokował pas w centrum, gdyby mi nie pomógł drugie pół wiedziałoby o tym, że odmówił. A tak wiedziało, że pchał :-) Na te warsztaty już nie dotarłam za to zostałam w środku miasta ze stosem bagaży :-(( Coś nie lubią mnie te podróże ostatnio. Jeszcze wracając w ostatnim dniu z Wrocka upuściłam na siebie, torbę i torebkę pół kanapki typu "kebab" z czego większość tego co spadło stanowił ketchup i majonez. Z torebką się wtedy pożegnałam. Każdy pretekst dobry do zakupu ;-))
Jeszcze a propos facetów. Przypomniałam dziś mojemu, że obiecał poprawić wentylację łazienki, usłyszałam, że przecież pomierzył....(otwór wentylacyjny dwa miesiące temu). Ręce opadają a słów wręcz szkoda.

niedziela, 22 listopada 2009

Zarobiona jestem


U Was też tak przed Świętami? Jeszcze na suszarce wisi 15 bombek i krochmalą się frywolne choinki, aniołki........ O, muszę się pochwalić co udało mi się opanować:


Ale nie mam czasu żeby do Was pozaglądać!!! Straszni mi tego brakuje...